Polisy i przetargi muszą się polubić

Ta sprawa dotyczy ponad miliona osób. Bo to w ich imieniu i w ich interesie polskie urzędy zawierają grupowe umowy ubezpieczeniowe. Bez przetargu – uznając, że nie jest to konieczne, skoro składki są opłacane nie z publicznych pieniędzy, ale z pensji samych ubezpieczonych. Oceniono, że w takiej sytuacji przepisy o zamówieniach publicznych nie obowiązują. Jednak Komisja Europejska nie podzieliła tego poglądu, a jej opinię poparł Europejski Trybunał Sprawiedliwości. To dobra decyzja – bo choć składki finansowane są z indywidualnych pensji, to ich liczba powoduje, iż stają się łakomym kąskiem.
Więcej czytaj w Rzeczpospolitej z 28 lipca 2010 roku.
Rynek ubezpieczeń otwarty na konkurencję

Urząd Zamówień Publicznych od 2009 r. głosi, że ubezpieczenia grupowe dla pracowników sektora publicznego muszą być zawierane w jednym z trybów zamówieniowych. Dotychczas jednak mało kto się tym przejmował. Prawie wszystkie umowy zawierano z pominięciem tych procedur. Wychodzono bowiem z założenia, że skoro ostatecznie płaci pracownik, to trudno mówić o środkach publicznych. Tymczasem Komisja Europejska w piśmie skierowanym do UZP uznała, że nie ma to żadnego znaczenia. Stronami umowy są bowiem ubezpieczyciel i pracodawca, a nie pracownicy. I to, zdaniem KE, przesądza, że nie da się ominąć procedur przetargowych.
Więcej czytaj w Rzeczpospolitej z 28 lipca 2010 roku.
Polisy na życie nieważne?

Takie są konsekwencje niedawnego wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (ETS). Zgodnie z nim grupowe ubezpieczenia powinny być zawierane po przeprowadzeniu przetargu. Tymczasem nasza budżetówka prawie wszystkie takie umowy zawierała od lat z pominięciem stosownych procedur. Pracownicy sektora publicznego, podobnie jak ci z prywatnych firm, są zainteresowani polisami na życie. Pozwalają one uzyskać odszkodowanie nie tylko w razie śmierci czy nieszczęśliwego wypadku, ale też np. w związku z urodzeniem dziecka. Takie ubezpieczenia są dobrowolne – miesięczna składka wynosi zwykle kilkanaście lub kilkadziesiąt złotych. Stroną umowy jest pracodawca, który może wynegocjować niższe składki.
Więcej czytaj w Rzeczpospolitej z 28 lipca 2010 roku.
Przetargi blokują firmom dostęp do partnerstwa publiczno-prywatnego

Drogi, stadiony, parkingi, oczyszczalnie ścieków – wszystko to na Zachodzie powstaje za pieniądze prywatnych firm, które czerpią potem zyski z eksploatacji obiektów. Pobierają opłaty za parkowanie, zarabiają na biletach lub otrzymują opłaty od gmin. W Polsce partnerstwo publiczno-prywatne raczkuje. Samorządy sięgają po nie coraz częściej. Powód jest oczywisty: pustki w gminnej kasie. Niestety rygorystyczne przepisy zniechęcają teraz firmy do inwestycji publiczno-prywatnych. Aby spełnić wymagania stawiane koncesjonariuszom, firmy mogą powoływać się na zasoby i doświadczenie innych podmiotów, o ile te będą mieć udział w wykonaniu koncesji, np. jako podwykonawcy. Mogą więc powoływać się na to, że inny przedsiębiorca udostępni im swoich pracowników lub sprzęt. Jednak już po uzyskaniu koncesji okazuje się, że przedsiębiorca ma obowiązek stosować niektóre przepisy prawa zamówień publicznych. Musi więc zorganizować przetarg na wybór podwykonawcy, jeżeli nie powierza robót spółce zależnej lub dominującej.
Więcej czytaj w Gazecie Prawnej z 29 lipca 2010 roku.