





























Drobne błędy w ofertach będzie można poprawiać nawet w przetargach rozpoczętych przed wejściem w życie znowelizowanych przepisów. Tak postanowił 4 września Sejm przyjmując poprawkę Senatu, zgodnie z którą część nowych przepisów w prawie zamówień publicznych znajdzie zastosowanie w już toczących się postępowaniach. Dlatego też zamawiający nie muszą czekać z rozpisaniem ważnych przetargów do momentu, gdy nowe regulacje wejdą w życie. Chodzi o przepisy dotyczące zmiany ogłoszeń, treści specyfikacji, poprawiania omyłek w ofertach oraz przesłanek do odrzucenia ofert.
Polskie przepisy pozwalają, by w przetargach gminnych wygrywały spółki, których jednym z udziałowców jest radny. Umowa jest bowiem zawierana z osobą prawną, czyli spółką.
Premier Donald Tusk zapowiedział, że zaproponuje zmianę regulacji prawnych, wyłączającą stosowanie przepisów o zamówieniach publicznych w odniesieniu do misji polskiej armii poza granicami kraju.
Prawo zamówień publicznych nie zakazuje udziału firmy radnego w przetargach organizowanych przez własną gminę. Prowadzi to do patologicznej sytuacji. Radny najpierw głosuje za przeprowadzeniem inwestycji, a później jego firma startuje w przetargu i go wygrywa. Radny może najpierw forsować w gminie inwestycję, żeby później jego firma wygrała przetarg na jej wykonanie. I wszystko to w świetle prawa.
Czy można sobie wyobrazić lepszy sposób na wypranie brudnych pieniędzy niż przepuszczenie ich przez publiczny urząd? Chyba nie. Do takich też wniosków doszedł ustawodawca i dlatego wiele lat temu zakazał wnoszenia wadium w przetargu gotówką. Zgodnie z art. 45 ust. 7 prawa zamówień publicznych, jeśli firma chce wpłacić wadium w pieniądzu, musi to zrobić przelewem na konto zamawiającego.
Dotychczas przepis ten był interpretowany w ten sposób, że jeśli przedsiębiorca wpłacił pieniądze w kasie zamawiającego, uznawano, że wadium nie zostało wniesione, i wykonawca był wykluczany z przetargu. Teraz jednak pojawiły się wątpliwości, czy to słuszna wykładnia.
Sposób obliczania terminu związania ofertą to kolejna, obok terminu na wniesienie protestu, kwestia rodząca wątpliwości interpretacyjne. Związanie złożoną ofertą oznacza, że we wskazanym okresie zamawiający ma możliwość wyboru oferty najkorzystniejszej i zawarcia umowy na warunkach określonych w ofercie i specyfikacji, a wykonawca nie ma możliwości wycofania oferty ani dokonania jej zmian. Czy przy liczeniu terminu związania ofertą uwzględnia się dzień składania ofert, czyli dzień, w którym miało miejsce zdarzenie?
Resort gospodarki zakończył prace na projektem nowej ustawy o partnerstwie publiczno-prywatnym (PPP). Projekt znosi obowiązek sporządzania kosztownych analiz, które do tej pory blokowały tę formą inwestowania. Przyjęte w projekcie rozwiązania prawne zostały wypracowane wspólnie z samorządami i inwestorami prywatnymi. Nowe przepisy zastąpią obowiązującą dziś ustawę o PPP z 2005 r. (Dz.U. z 2005 roku, nr 169, poz. 1420). Projekt do którego dotarła Gazeta Prawna znosi obowiązek sporządzania rozbudowanych analiz przedwstępnych. Zakłada, też że partner prywatny będzie wybierany na podstawie prawa zamówień publicznych lub ustawy koncesyjnej. Nowe przepisy nie określają co może być przedmiotem partnerstwa. Jeżeli spełnione zostaną wymagania ustawowe co do sposobu wynagradzania partnera prywatnego i podziału ryzyka związanego z przedsięwzięciem - partnerstwo będzie dopuszczalne. Ustawa ma charakter ramowy, pozostawiając w wielu wypadkach swobodę stronom umowy i odsyłając do systemu prawa w Polsce.
Rząd przyjął projekt ustawy o koncesjach na roboty i usługi budowlane. Przez dwa lata obowiązywania ustawy o partnerstwie publiczno-prywatnym (PPP) nie zrealizowano na jej podstawie żadnego istotnego projektu. Dlaczego? Regulacji tej ze względu na rozbudowane procedury formalne nie sposób stosować w praktyce. Jednak finansowanie projektów publicznych za prywatne pieniądze jest powszechne w krajach UE. Rząd chce, aby było to możliwe także w Polsce. Regulacja zakłada udzielanie przez państwo prywatnym przedsiębiorstwom koncesji na wykonanie określonej inwestycji i czasowe zarządzanie nią.
Zamówienie z wolnej ręki stało się praktycznie drugim najczęściej wybieranym trybem po przetargu nieograniczonym (stosowanym w ok. 70 proc. postępowań). Dzieje się tak, mimo że system udzielania zamówień publicznych opiera się na pierwszeństwie trybów konkurencyjnych, czyli przetargu nieograniczonego oraz ograniczonego.
Przepisy o zamówieniach publicznych nie precyzują sposobu podawania ceny. Mówią jedynie, że musi ona być wyrażona w jednostkach pieniężnych. Obowiązującym w Polsce pieniądzem jest złoty, który dzieli się na 100 groszy. A to oznacza, że cena powinna być podana z dokładnością do dwóch miejsc po przecinku. Wynika to zarówno z ustawy o denominacji złotego, jak i ustawy o Narodowym Banku Polskim. Niestety, wciąż się zdarza, że wykonawcy omyłkowo wpisują ceny z większą dokładnością, np. do trzech miejsc po przecinku. Dzieje się tak najczęściej dlatego, że przygotowując ofertę, korzystają ze specjalnych programów komputerowych, które zliczają pozycje kosztorysowe z dokładnością większą niż grosze. Efekt jest taki, że oferta nawet dużo korzystniejsza cenowo musi być odrzucona. A wszystko z powodu ułamka grosza. Niebawem problem ten ma przestać istnieć.
Nowelizacja przepisów, nad którą właśnie pracuje Sejm, zakłada możliwość poprawiania nieistotnych błędów.