





























Rok temu zdarzały się przetargi budowlane, w których nie składano nawet jednej oferty. Wykonawcy mieli tak dużo innych zleceń, że nie byli zainteresowani zamówieniami publicznymi. Teraz to się zmieniło. Z danych przedstawionych przez prof. Andrzeja Borowicza z Uniwersytetu Łódzkiego wynika, że o ile w grudniu 2008 r. średnio w przetargach na roboty budowlane składano mniej niż dwie oferty, o tyle w kwietniu tego roku średnia podniosła się do grubo powyżej pięciu. Wydawałoby się, że to idealna sytuacja dla zamawiających. Okazuje się jednak, że niekoniecznie.
Rok temu zdarzały się przetargi budowlane, w których nie składano nawet jednej oferty. Wykonawcy mieli tak dużo innych zleceń, że nie byli zainteresowani zamówieniami publicznymi. Teraz to się zmieniło. Z danych przedstawionych przez prof. Andrzeja Borowicza z Uniwersytetu Łódzkiego wynika, że o ile w grudniu 2008 r. średnio w przetargach na roboty budowlane składano mniej niż dwie oferty, o tyle w kwietniu tego roku średnia podniosła się do grubo powyżej pięciu. Wydawałoby się, że to idealna sytuacja dla zamawiających. Okazuje się jednak, że niekoniecznie.
Więcej czytaj w Rzeczpospolitej z dnia 24 czerwca 2009 roku.